kobieca energia zachód słońca
potęga codziennych rytuałów książka recenzja

„Potęga codziennych rytuałów”, Casper ter Kuile – recenzja

Dziś dziwi mnie to niezmiennie, że w przeszłości tak bardzo nie lubiłam czytać. Tłumaczę to sobie, że jako dziecko czy nastolatka, większość czasu poświęcałam nauce, a głównymi lekturami były podręczniki szkolne i książki wskazywane przez polonistów jako obowiązkowe. Może więc to kwestia tego, czy czytam pod przymusem, czy dla własnej przyjemności, rozwoju i chęci zgłębienia interesujących mnie zagadnień? 

Poradniki i książki rozwojowe

Kiedy już świadomie i z ogromną chęcią zaczęłam sięgać po książki, byłam dość wybrednym czytelnikiem. Nie interesował mnie jeden konkretny gatunek literacki, choć jeśli miałabym go wybrać to byłyby to lektury kryminalno-detektywistyczne. Książka, a właściwie jej streszczenie na tylnej części okładki musiało mieć to coś. Musiało na tyle silnie do mnie przemówić i złapać za serce, że od razu wiedziałam, że chce ją przeczytać. Tak było np. w przypadku „Kodu Leonarda da Vinci” (Dan Brown) czy „Czasami wołam w niebo” (Tamara Zwierzyńska-Matzke, Sven Matzke).

Na przestrzeni lat wiele rzeczy ulega zmianie, przeobrażeniu, po nikąd udoskonaleniu. Z biegiem lat stajemy się dojrzalsi, zaczynamy rozumieć lub mamy w końcu odwagę i chęć by zrozumieć pewne zdarzenia, zachowania (tak nasze, jak i innych), schematy… 

Kilka lat temu, za sprawą wielu niezrozumiałych wtedy zmian zachodzących w moim życiu i najbliższym otoczeniu, sięgnęłam niechętnie po poradnik… potem drugi… trzeci… i kolejny. I trwa to do dziś. Z drobnymi odstępstwami, kiedy postanawiam „przewietrzyć sobie głowę” mniej naukowymi tematami, czy też treściami wymagającymi ode mnie skupienia i analizy.

Niektóre książki rozwojowe nie należały do najłatwiejszych. Może to za sprawą zagadnień, które nie do końca ze mną współgrały, a może faktu, że lektura wymagała aż nadto analizy, czy też pisana była bardzo naukowym językiem. Niemniej jednak pojawiło się też sporo pozycji, które wniosły nowe światło do mojego życia, pozwoliły spojrzeć inaczej na zmiany, zaakceptować niektóre zdarzenia, a obok innych przejść obojętnie. Ogrom książek, jakie są dziś dostępne w księgarniach może niekiedy przytłaczać. Co wybrać, kiedy jest tak wiele propozycji? 

Przyznaję się bez bicia, że jestem książkoholikiem. Często wyjście po konkretne produkty kończy się dodatkowym, w postaci książki, czy dwóch. Na szczęście moją książkowa manię podziela mój mąż. Podśmiewamy się często w księgarniach, że byłoby miło, gdyby w gratisie do zakupionych lektur dawali nową półkę na książki.

Książkowe recenzje na mojej stronie

Kiedy zaczęłam zgłębiać wiedzę z zakresu kobiecej energii, czy energii w ogóle (oraz innych zagadnień, o których opowiem, jak przyjdzie na nie pora) i zdecydowałam, że chciałabym dzielić się moimi spostrzeżeniami i doświadczeniem z innymi kobietami, pojawiła się myśl o osobnej kategorii, w której opisywać będę czytane książki. Nie chciałam by były to typowe recenzje. Nie czuję się bowiem w roli krytyka literackiego, czy też guru dziennikarstwa, ze zdaniem którego powinno się liczyć. Chciałam natomiast przedstawiać mój indywidualny punkt widzenia, moje odczucia i przemyślenia związane z czytanymi pozycjami. Być może będzie on zgodny z Twoim, a może zupełnie odmienny i oba te spojrzenia będą w pełni przeze mnie akceptowane bo są po prostu OK. Ile czytelników tyle opinii. Być może będzie i tak, że polecana przeze mnie książka będzie dla Ciebie odkryciem, a może i ty polecisz mi coś wartościowego, o czym później chętnie tu napiszę.

"Potęga codziennych rytuałów", Casper ter Kuile

Przechodząc do sedna, bo wstęp był dość długi ale czuję, że bardzo potrzebny, dziś kilka słów o „Potędze codziennych rytuałów” autorstwa Caspera ter Kuile, z podtytułem: „Jak celebrować proste czynności”. 

Książka zdecydowanie zachęca do myślenia. Do zatrzymania się na chwilę, zastanowienia, spojrzenia z boku i odkrycia, że pewne przyziemne czynności, które każdy (lub prawie każdy) z nas wykonuje, mogą nie być zwyczajne. Mogą stać się rytuałami. Mogą być postrzegane jako coś większego, ważniejszego, rozwijającego nas, podnoszącego nas na duchu, świętego. I tu od razu zaznaczę, że to nie jest książka religijna. Jeśli z wiarą Ci nie po drodze, nie będzie próbowała Cię nawrócić, czy przekonać do konkretnej religii. Świętość ma tutaj dla mnie nieco inny wydźwięk.

Już na samym początku zaskoczył mnie wstęp, a właściwie jego długość. Była to dla mnie pierwsza książka, której wstęp liczy ponad 40 stron. Niemniej jednak nie jest to ten wstęp, który można sobie darować. O nie. Przeczytanie go daje nam pogląd na całą lekturę, na okoliczności jej powstania, na samego autora i zawartą w książce treść. Powiedziałabym, że mnie osobiście wstęp bardzo zachęcił do dalszego czytania. Jak pisze w nim sam autor: „O tym właśnie jest ta książka – przyglądaniu się temu, co robimy codziennie, o przypisywaniu tym czynnościom znaczeń i tworzeniu z nich rytuałów, nawet jeśli są to czynności zupełnie zwyczajne, jak czytanie czy jedzenie, oraz o myśleniu o nich jak o praktykach duchowych.

Autor podkreśla, że poczucie wspólnoty i głębokie relacje są każdemu z nas bardzo potrzebne. Sprawiają, że czujemy się bezpieczniej, obniżają poziom naszego stresu, budują zaufanie, zachęcają do współpracy. Z drugiej jednak strony, dzisiejszy świat nie sprzyja wspólnotom. Sprawia wręcz, że czujemy się bardziej samotni niż przed laty. Stąd też potrzeba zmian, dostosowania i odkrycia na nowo tego, co może zaoferować nam bycie we wspólnocie. I nie, autor nie namawia do powrotu do Kościoła, jeśli przestałeś być jego częścią. Podkreśla wręcz, że Kościół bazuje na czymś, co było silne i skupiało ludzi wokół siebie setki lat temu. Dziś potrzeba tą bazę przedefiniować jeśli ma tak samo funkcjonować jak dawniej. Co więc dziś staje się dla wieku z nas taką prawdziwą wspólnotą, do której chętnie przynależymy? Kluby fitness, grupy jogowe i tym podobne miejsca. Szczegóły z nimi związane zostały świetnie i trafnie opisane w książce więc zostawię je zainteresowanym 😉 

Główna treść lektury podzielona została na cztery części. To cztery rodzaje więzi, poziomy, które autor zachęca pogłębiać. Mowa o więzi z samym sobą, więzi z otaczającymi nas ludźmi, więzi z naturą oraz więzi z tym, co transcendentne. „Nie potrzebujemy już mitów, które objaśniałyby nam tajemnice wschodów i zachodów słońca, powodzi i podziemi. Pojawiły się natomiast nowe pytania. Jak naprawdę odpoczywać w pełnym stresu świecie, który funkcjonuje na pełnych obrotach dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu? Jak mamy pamiętać o własnej wystarczalności w gospodarce, w której zawsze chodzi o więcej? Jak mamy pielęgnować w sobie odwagę do sprzeciwiania się niesprawiedliwości?” pisze Casper ter Kuile.

By nie zdradzać Ci zanadto treści książki ale zachęcić i przybliżyć nieco fakty, której w niej znajdziesz to dodam, że dowiesz się z niej m.in. jak czerpać to, co istotne ze spotkań z innymi, jak wyznaczyć sobie czas na odpoczynek po pracy i zachować jego regularność, jak czerpać to co najlepsze ze wspólnego spożywania posiłków, jak uwolnić stłumione w sobie emocje, jak wrócić do dobroczynnych kontaktów z naturą i spacerów, jak celebrować, a przede wszystkim dostrzegać zmienność pór roku, i wiele więcej.

Sama książka liczy 312 stron, a jeśli zwracasz uwagę na wielkość liter to wiedz, że są one spore. Nie ma w niej górnolotnych zwrotów, czyta się ją lekko i przyjemnie. 

Jeśli miałaś okazję zapoznać się z tą lekturą, jestem ciekawa Twojej opinii, a jeśli zdecydujesz się sięgnąć po tą książkę, koniecznie daj znać, jakie zrobiła na Tobie wrażenie.

I pamiętaj, jesteś u siebie!

Nie przegap kolejnych treści

A jeśli nie chcesz przegapić kolejnych artykułów – zapraszam do Newslettera Kobiecej Energii. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *